I znowu zaszalałam z kolorami :-) Nigdy jeszcze nie miałam żółtego swetra. No i mam :- ) Ten projekt to test dla Amanity. Sweterek jest odrobinę oversizowy, ma bardzo prostą formę, ale prezentuje się naprawdę fajnie. Okazał się jednak dość krnąbrnym dzieckiem i sprawił mi troszkę kłopotów :-) Najpierw nie mogłam się zdecydować na wybór włóczki. A wiadomo, jak to jest z testami: trzeba działać szybko i nie ma za dużo czasu na rozmyślania. Postanowiłam w końcu wykorzystać domowe zapasy i połączyłam dwie nitki: Holst Samarkand w kolorze Ginger Lily, czyli żółtym i ręcznie farbowaną włóczkę Sock z Zagrody, także żółtą z fioletowymi przebarwieniami. Wyszło chyba nie najgorzej :-)
Dalej był mały problem z rozmiarem. Zaczęłam eMkę, wymiary się zgadzały, ale to, co wydziergałam wydawało mi się jednak zbyt duże. Lubię wszelkie oversizy, ale mój sweter wydawał mi się za gruby na tak obszerną formę. Przerzuciłam się więc na eSkę. I to była dobra decyzja :-) Potem zapomniałam o wydzierganiu "paseczków" z rzędów lewych oczek u dołu swetra :-) Już tego nie prułam i nie poprawiałam. No i jeszcze pęknięcia przy ściągaczu :-) Zrobiłam je tak jak należy, ale ponieważ mój sweter jest dłuższy niż projekt zakłada, to jakoś ten pęknięty ściągacz mi nie pasował. No więc go zszyłam i już :-)
I jeszcze dekolt: też zrobiłam go po swojemu, zamiast wykończenia rulonikiem, wydziergałam kilka rzędów pojedynczego ściągacza. Uff... Tak to właśnie prosty projekt może się człowiekowi buntować na drutach ;-) Ostatecznie jednak polubiliśmy się i być może jesienią powstanie kolejna wersja Meimei :-)
Agata, bardzo dziękuję za możliwość testowania! :-)
A wszystkie wspaniałe dziewiarki pozdrawiam słonecznie!
PS. Właśnie sobie uświadomiłam, że wyglądam w tym swetrze jak wielki wiosenny, żółto-fioletowy krokus gdzieś na trawniku... ;-)))
poniedziałek, 30 marca 2015
czwartek, 19 marca 2015
Szal Spontaniczny
No może nie jest tak do końca spontaniczny: nie dziergałam go przecież zgodnie z własną nieokiełznaną inwencją, ale według gotowego, perfekcyjnego opisu Hani Maciejewskiej :-) Za to z kolorami poszłam absolutnie na żywioł i jestem z tego bardzo zadowolona.
Oto mój Spontaneous!
Wykorzystałam pięć kolorów starego poczciwego dropsowego Fabela. A ponieważ robiąc zakupy pomyliłam się w liczeniu (he he he!) i włożyłam do koszyka dwa razy więcej motków niż potrzeba na szal, już niedługo znowu wrzucę te pełne energii kolory na druty. No i tym razem będzie naprawdę spontanicznie: wydziergam coś według własnego pomysłu :-)
Projekt Hani jest absolutnie wspaniały: prosty, ale dający wielkie pole do popisu i własnej kreatywności. Rozpisany jest na sześć kolorów: można wymyślać nieskończenie wiele kombinacji kolorystycznych, wyrazistych, zwariowanych jak moja, albo bardziej subtelnych, stonowanych... Można ograniczyć liczbę barw, albo wręcz przeciwnie: zwiększyć, bardzo łatwo też zmienić wielkość szala, dziergając więcej lub mniej sekcji. Projekt marzenie! :-) A paseczki ze spuszczanych oczek dodają pazura nudnemu z pozoru ściegowi francuskiemu...
I taki to własnie befsztyk w buraczkach mi się wysmażył :-)
Oto mój Spontaneous!
Wykorzystałam pięć kolorów starego poczciwego dropsowego Fabela. A ponieważ robiąc zakupy pomyliłam się w liczeniu (he he he!) i włożyłam do koszyka dwa razy więcej motków niż potrzeba na szal, już niedługo znowu wrzucę te pełne energii kolory na druty. No i tym razem będzie naprawdę spontanicznie: wydziergam coś według własnego pomysłu :-)
Projekt Hani jest absolutnie wspaniały: prosty, ale dający wielkie pole do popisu i własnej kreatywności. Rozpisany jest na sześć kolorów: można wymyślać nieskończenie wiele kombinacji kolorystycznych, wyrazistych, zwariowanych jak moja, albo bardziej subtelnych, stonowanych... Można ograniczyć liczbę barw, albo wręcz przeciwnie: zwiększyć, bardzo łatwo też zmienić wielkość szala, dziergając więcej lub mniej sekcji. Projekt marzenie! :-) A paseczki ze spuszczanych oczek dodają pazura nudnemu z pozoru ściegowi francuskiemu...
I taki to własnie befsztyk w buraczkach mi się wysmażył :-)
piątek, 13 marca 2015
Paskomania, czyli Random Stripe Generator
Mój Befsztyk w buraczkach ciągle jeszcze się robi, ale koniec jest już blisko :-) Praca z mocnymi energetycznymi kolorami tak mi się spodobała, że postanowiłam wydłubać z nich coś jeszcze. Najlepiej zwariowaną chustę w szalone, kolorowe paseczki. A ponieważ motków Fabela dropsowego w befsztykowych kolorach mam sporo, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zabrać się do roboty :-) Taka kolorowa spora chusta przyda się do otulania ramion, gdy człowiek (czyli ja) zmierza do pracy w chłodne wiosenne poranki. Szczególnie gdy człowiek jak zwykle ma na sobie szare ubranie... :-)
Do dziergania pasków postanowiłam przygotować się w sposób absolutnie profesjonalny i wykorzystać znane Wam być może narzędzie ze strony Biscuits and Jam - Random Stripe Generator. Czyli losowy generator pasków :-) Baaardzo fajna i przydatna pomoc dla wszystkich dziewiarek.
Jak korzystać z generatora? To oczywiście bardzo proste.
Najpierw, w punkcie 1, trzeba ptaszkami zaznaczyć kolory pasków, jakie chcemy uzyskać w dzianinie. Ja zaznaczyłam 5 kolorów (takie akurat motki przeznaczyłam na ten projekt).
Dalej, w punkcie 2, zaznaczamy z ilu rzędów mają się składać nasze paski, jak szerokie mają być. Ja chcę paseczki raczej wąskie, ale o różnej szerokości, zaznaczam więc 2, 4 i 6.
No i w punkcie 3 wpisujemy, ile mniej więcej rzędów będzie liczyć cała nasza robótka. Ja wpisuję dla mojej planowanej chusty orientacyjne 240 rzędów.
I teraz klikamy na przycisk Generate my Stripes. I jest! Mamy "rozpiskę" naszych paseczków. Na grafice wspaniale widać, jak będą układać się i wyglądać wybrane przez nas kolory, a poniżej dostajemy wersję tekstową, czyli spis naszych kolorów/pasków z liczbą rzędów do przerobienia.
Jeśli odświeżymy stronę (np. przy użyciu klawisza F5) system wygeneruje inny układ pasków spełniający podane przez nas wcześniej warunki. Zapisać go można robiąc zrzut ekranu (PrintScreen) - i to jest jakaś tam - moim zdaniem - drobna wada generatora, gdyż ten sposób zapisu wyników nie jest ideałem... Ale nie ma co marudzić :-)
Zabawa w generowanie paseczków jest naprawdę fantastyczna! Polecam wszystkim! :-)
Na stronie generatora znajdziecie też Weighted Random Stripe Generator, który pozwoli zróżnicować i zaplanować paseczki w zależności od ilości włóczki, jaką posiadamy. Bo zdarza się, że jakiegoś koloru mamy mniej, innego więcej - to wszystko można sobie w tym generatorze łatwo poukładać.
No to idę wariować z paseczkami :-) I robić na drutach oczywiście! :-)
Serdeczności!
Do dziergania pasków postanowiłam przygotować się w sposób absolutnie profesjonalny i wykorzystać znane Wam być może narzędzie ze strony Biscuits and Jam - Random Stripe Generator. Czyli losowy generator pasków :-) Baaardzo fajna i przydatna pomoc dla wszystkich dziewiarek.
Jak korzystać z generatora? To oczywiście bardzo proste.
Najpierw, w punkcie 1, trzeba ptaszkami zaznaczyć kolory pasków, jakie chcemy uzyskać w dzianinie. Ja zaznaczyłam 5 kolorów (takie akurat motki przeznaczyłam na ten projekt).
Dalej, w punkcie 2, zaznaczamy z ilu rzędów mają się składać nasze paski, jak szerokie mają być. Ja chcę paseczki raczej wąskie, ale o różnej szerokości, zaznaczam więc 2, 4 i 6.
No i w punkcie 3 wpisujemy, ile mniej więcej rzędów będzie liczyć cała nasza robótka. Ja wpisuję dla mojej planowanej chusty orientacyjne 240 rzędów.
I teraz klikamy na przycisk Generate my Stripes. I jest! Mamy "rozpiskę" naszych paseczków. Na grafice wspaniale widać, jak będą układać się i wyglądać wybrane przez nas kolory, a poniżej dostajemy wersję tekstową, czyli spis naszych kolorów/pasków z liczbą rzędów do przerobienia.
Jeśli odświeżymy stronę (np. przy użyciu klawisza F5) system wygeneruje inny układ pasków spełniający podane przez nas wcześniej warunki. Zapisać go można robiąc zrzut ekranu (PrintScreen) - i to jest jakaś tam - moim zdaniem - drobna wada generatora, gdyż ten sposób zapisu wyników nie jest ideałem... Ale nie ma co marudzić :-)
Zabawa w generowanie paseczków jest naprawdę fantastyczna! Polecam wszystkim! :-)
Na stronie generatora znajdziecie też Weighted Random Stripe Generator, który pozwoli zróżnicować i zaplanować paseczki w zależności od ilości włóczki, jaką posiadamy. Bo zdarza się, że jakiegoś koloru mamy mniej, innego więcej - to wszystko można sobie w tym generatorze łatwo poukładać.
No to idę wariować z paseczkami :-) I robić na drutach oczywiście! :-)
Serdeczności!
środa, 4 marca 2015
Befsztyk w buraczkach
Mój befsztyk z jednej strony będzie wypieczony, z drugiej krwisty. I z dodatkiem buraczków :-) Takich właśnie kolorów mi się zachciało: różowego, czerwonego, bordowego i odrobiny fioletu... Będzie szal! Tymczasem tajemniczy, ale bardzo energetyczny i kolorowy.
Zaczęłam dziergać wczoraj i nie mogę przestać: te kolory dają wielką przyjemność oczom! Są dla mnie wspaniałą odmianą po szarościach, zieleniach, błękitach. W ogóle jakoś kolorowo się na moich drutach zrobiło, bo inna para zajęta jest przez żółć z kroplą purpury. Ale o żółtym projekcie napiszę innym razem :-)
Na mój befsztykowy szal wybrałam Fabel Dropsa, włóczkę, którą bardzo lubię i której często używam. Moim zdaniem jest idealna na wszelkiego rodzaju szale i chusty: nie za gruba, nie za ciężka i w wielu całkiem fajnych kolorach.
To może jeszcze jedno zdjęcie befsztyka? :-))) Myślę, że baaaardzo smaczny będzie :-)
Miłego dnia z drutami! :-)
Zaczęłam dziergać wczoraj i nie mogę przestać: te kolory dają wielką przyjemność oczom! Są dla mnie wspaniałą odmianą po szarościach, zieleniach, błękitach. W ogóle jakoś kolorowo się na moich drutach zrobiło, bo inna para zajęta jest przez żółć z kroplą purpury. Ale o żółtym projekcie napiszę innym razem :-)
Na mój befsztykowy szal wybrałam Fabel Dropsa, włóczkę, którą bardzo lubię i której często używam. Moim zdaniem jest idealna na wszelkiego rodzaju szale i chusty: nie za gruba, nie za ciężka i w wielu całkiem fajnych kolorach.
To może jeszcze jedno zdjęcie befsztyka? :-))) Myślę, że baaaardzo smaczny będzie :-)
Miłego dnia z drutami! :-)
piątek, 27 lutego 2015
Timothy Cowl
Jestem prawdziwą wielbicielką wszelkich golfów, otulaczy, szali, chust. Muszę mieć coś na szyi nawet w środku upalnego lata. Zimą najbardziej lubię takie szyjogrzeje, które ocieplają także kark i ramiona. No i postanowiłam sobie taką właśnie formę ni to komina, ni to poncho wydziergać. I oto jest :-)
Dziergadło udało się nie najgorzej, można je nosić w chłodniejszy wiosenny dzień na sweter albo żakiet, a zimą pod kurtę czy płaszcz.
Komin zrobiłam z dwóch motków Merino Gold 200 Madame Tricote Paris. Włóczkę po bardzo niskiej cenie kupiłam do wypróbowania w mojej lokalnej pasmanterii. To mieszanka wełny merino 60% i akrylu 40%. Jakoś ten akryl tym razem przeżyję :-)
Robiąc komin, zapragnęłam także poczuć się wielką, wyjątkową i - a jakże! - wybitną projektantką dzianin :-))) Spisałam krok po kroku opis mojego kołnierza i udostępniłam go na ravelry. Mam nadzieję, że się nie wygłupiłam za bardzo z tak banalnym wzorem w obliczu tysięcy dziewiarskich wspaniałości ravelry... :-))) Bo dumna jestem z siebie tak jak bym co najmniej opis rakiety samosterującej sporządziła... ;-)
Wzór nie był, niestety, testowany... Jakoś o tym zapomniałam, tak bardzo byłam podekscytowana publikacją mojego pierwszego z prawdziwego zdarzenia projektu dziewiarskiego :-) Dlatego też, gdyby któraś z Was miała ochotę wydziergać komin według mojego opisu i zamieścić zdjęcia na ravelry, to serdecznie zapraszam do spóźnionego post-testu. Napiszcie do mnie, a ja z radością prześlę wzór.
Komin pokochałam od pierwszego założenia na ramiona i dałam mu imię mojego kota, Tymka. Niestety, kot stanowczo odmówił pozowania w udziergu nazwanym na jego cześć... Może jakoś go jeszcze namówię...;-)
Serdeczności dla wszystkich!
Dziergadło udało się nie najgorzej, można je nosić w chłodniejszy wiosenny dzień na sweter albo żakiet, a zimą pod kurtę czy płaszcz.
Komin zrobiłam z dwóch motków Merino Gold 200 Madame Tricote Paris. Włóczkę po bardzo niskiej cenie kupiłam do wypróbowania w mojej lokalnej pasmanterii. To mieszanka wełny merino 60% i akrylu 40%. Jakoś ten akryl tym razem przeżyję :-)
Robiąc komin, zapragnęłam także poczuć się wielką, wyjątkową i - a jakże! - wybitną projektantką dzianin :-))) Spisałam krok po kroku opis mojego kołnierza i udostępniłam go na ravelry. Mam nadzieję, że się nie wygłupiłam za bardzo z tak banalnym wzorem w obliczu tysięcy dziewiarskich wspaniałości ravelry... :-))) Bo dumna jestem z siebie tak jak bym co najmniej opis rakiety samosterującej sporządziła... ;-)
Wzór nie był, niestety, testowany... Jakoś o tym zapomniałam, tak bardzo byłam podekscytowana publikacją mojego pierwszego z prawdziwego zdarzenia projektu dziewiarskiego :-) Dlatego też, gdyby któraś z Was miała ochotę wydziergać komin według mojego opisu i zamieścić zdjęcia na ravelry, to serdecznie zapraszam do spóźnionego post-testu. Napiszcie do mnie, a ja z radością prześlę wzór.
Komin pokochałam od pierwszego założenia na ramiona i dałam mu imię mojego kota, Tymka. Niestety, kot stanowczo odmówił pozowania w udziergu nazwanym na jego cześć... Może jakoś go jeszcze namówię...;-)
Serdeczności dla wszystkich!
czwartek, 19 lutego 2015
Coś beżowego, coś szarego...
Dmuchawce na wietrze są bardziej trwałe i stabilne niż moje dziewiarskie plany... Kilka rozpoczętych robótek poszło w kąt: coś mi nie pasowało, coś się przestało podobać, coś znudziło. Ale próżni oczywiście nie ma! ;-) Armie nowych wzorów i nowych włóczek atakują z każdej strony! Czy ja, słaba (he he he!) kobieta mogłabym się im oprzeć? Nie ulec? Nie poddać się? Tak tylko pytam, bo odpowiedź jest przecież jasna!
Na drutach mam dwa projekty, nad którymi intensywnie pracuję. Pierwszy: beżowy. No może jasnobrązowy :-) Ocean oczek prawych i lewych... Ale z niespodzianką. Dzieje się z alpaki Dropsa. Kolor trochę nie mój, ale przewrotnie na taki właśnie miałam ochotę.
Na zdjęciach widać, jakie krzywe oczka wychodzą mi z tej alpaki, ale wiem z doświadczenia, że w blokowaniu wszystko pięknie się wyrówna...
Na ostatniej fotce jest fragmencik tej małej niespodzianki, która tymczasem ginie w dżerseju... Otrzyma jednak należne sobie miejsce! ;-)
No i drugi projekt. Szary. Gruby. Łatwy. Ciepły. Nieduży :-) Coś do ogrzania szyi przed wiosennym wiatrem... :-) Włóczka to upolowane w lokalnej pasmanterii za absolutnie śmieszną cenę Merino Gold 200 Madame Tricote Paris. Jest w sam raz na komin. No bo komin się robi :-) I ma szczególne miejsce w moim sercu, ale o tym napiszę następnym razem :-)
Już wkrótce mam nadzieję pokazać coś skończonego. Na swoją kolej, na wolne ręce i niezajęte druty czekają przecież następne piękne dzianiny... :-)
Słońca wszystkim życzę! :-)
Na drutach mam dwa projekty, nad którymi intensywnie pracuję. Pierwszy: beżowy. No może jasnobrązowy :-) Ocean oczek prawych i lewych... Ale z niespodzianką. Dzieje się z alpaki Dropsa. Kolor trochę nie mój, ale przewrotnie na taki właśnie miałam ochotę.
Na zdjęciach widać, jakie krzywe oczka wychodzą mi z tej alpaki, ale wiem z doświadczenia, że w blokowaniu wszystko pięknie się wyrówna...
No i drugi projekt. Szary. Gruby. Łatwy. Ciepły. Nieduży :-) Coś do ogrzania szyi przed wiosennym wiatrem... :-) Włóczka to upolowane w lokalnej pasmanterii za absolutnie śmieszną cenę Merino Gold 200 Madame Tricote Paris. Jest w sam raz na komin. No bo komin się robi :-) I ma szczególne miejsce w moim sercu, ale o tym napiszę następnym razem :-)
Słońca wszystkim życzę! :-)
wtorek, 3 lutego 2015
Uszatka :-)
W oryginalnym projekcie Hani Maciejewskiej czapka Uszatka ma oczywiście nauszniki :-) I jeszcze więcej pomponów! Jako dobrze już starsza pani postanowiłam z nich zrezygnować :-)
Czapa to mały przerywnik między dzierganiem swetrów. Miał to być - jak napisałam - przerywnik mały i szybki. Okazało się jednak, że muszę nad tą czapą ciężko pracować. Hania wymyśliła piękny wzór, ale - jak to zwykle przy warkoczykach - trzeba robić go uważnie i powoli. Nie ma chwili wytchnienia, każdy nieparzysty rządek to nowe wyzwanie! Wzór nie jest trudny, ale wymaga skupienia, a ja jestem raczej roztrzepana dziewiarką... Było prucie, zmienianie włóczki, przeklinanie, oberwało się też kotu, ale gdy już dobrnęłam do ostatniego oczka, to poczułam prawdziwą satysfakcję :-)
Czapkę wydziergałam z dwóch motków Limy Dropsa. Bardzo spodobał mi się kolor, który przypadkowo kupiłam - dość jasny, chłodny brąz. Chyba będę musiała jeszcze coś z niego zrobić, jest bardzo mój. :-)
No i szaleńczo dumna jestem z pompona, który zrobiłam. Przy pomocy specjalnie z powodu Uszatki zakupionego za ciężkie pieniądze ( :-))) ) urządzenia do robienia pomponów :-)
A nowe swetry się robią... Powoli, powoli... :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























